Prowokacja (czyli o niemądrym Błaszczaku i niepokornym Kasprzaku)

Drukuj

Minister Spraw Wenętrznych nazwał prowokacją fakt zarejestrowania kilku zgromadzeń, przez jedno ze środowisk prodemokratycznych (Obywatele RP), na planowanej trasie marszu środowisk narodowych 11 listopada w Warszawie.
Określenia tego użył po raz kolejny, i po raz kolejny pokazał, że nie rozumie co to jest prowokacja.

Obywatele RP, grupa bardzo odważnych uczestników powstałego jesienią 2015 roku ruchu obrony demokracji, zarejestrowała na trasie planowanego przemarszu organizacji narodowych, 11 listopada w Warszawie, kilka niewielkich demonstracji. Jeden z liderów Obywateli RP Paweł Kasprzak zadeklarował – ponieważ  w procedurze rejestracji zgromadzeń decyduje prawo pierwszeństwa – że zgodzą się na przemarsz narodowców, pod warunkiem że Ci zadeklarują publicznie i na piśmie, że będą przestrzegać prawa, i potwierdzą iż rezygnują ze wznoszenia haseł, które można by zakwalifikować jako szerzenie nienawiści rasowej, ksenofobii wobec odmienności, deklarowanie wrogości wobec innych osób spowodowane przynależnością do środowisk LGBT, tożsamością seksualną, wyznaniem religijnym, statusem społecznym czy poglądami politycznymi. Ponieważ Obywatele RP mają manifestować na warszawskich ulicach w obronie demokracji i tolerowania odmienności – brak porozumienia może doprowadzić do bardzo poważnych konsekwencji.

To właśnie takie zachowanie Minister Błaszczak nazwał prowokacją. Wcześniej użył tego słowa kilkukrotnie m.in. wobec organizowanych przez Obywateli RP pikiet w trakcie obchodów miesięcznic katastrofy smoleńskiej, i w związku z obecnością Mateusza Kijowskiego, Radomira Szumełdy i innych działaczy KOD-u na uroczystym pogrzebie bohaterów Armii Krajowej – „Inki” i „Zagończyka” w Gdańsku.

Minister Spraw Wewnętrznych nie powinien używać takiego określenia. Jeden z internautów komentując taką wypowiedź ministra napisał: „Panie Błaszczak prowokacja jest wtedy jak panu sąsiad zrobi kupę na wycieraczce i poprosi o papier.” Ta opinia jest może zbyt ogólna, żeby uznać ją za definicję prowokacji, ale niewątpliwie coś jest na rzeczy.

Z prowokacją policyjną (bo do towarzyskiej czy obyczajowej stosować trzeba inne kryteria) możemy mieć wtedy do czynienia, kiedy planowane działania są realizowane w ukryciu, najczęściej „pod fałszywą flagą”, z wykorzystaniem cudzej (albo fałszywej) tożsamości. Prowokacją byłoby założenie organizacji, która miałaby przyciągnąć sympatyków radyklanych poglądów tylko po to, żeby ich zdemaskować. Prowokacją byłoby przeniknięcie do struktur innej organizacji tylko po to, żeby ją we właściwym momencie zdyskredytować (np. gdyby jakaś grupa przyłączyła się do marszu organizacji narodowych tylko po to, żeby w określonym momencie wyciągnąć tęczowe flagi i spowodować gwałtowną reakcję otoczenia). Prowokacją byłoby wszczęcie bójki, tylko po to, żeby twierdzić że w manifestacji znaleźli się policyjni prowokatorzy. Najbardziej znanym prowokatorem w historii był Jewno Azef, który narobił tyle zamieszania wśród rosyjskich rewolucjonistów, że wobec niektórych ich akcji do dziś nie wiadomo czy ich inspiratorem byli oni sami, czy może Ochrana.

Z całą pewnością nie jest prowokacją korzystanie z konstytucyjnego prawa do manifestacji. W żaden sposób nie da się podciągnąć pod to pojęcie jawnego i wyraźnego manifestowania swoich poglądów, bez względu na to jak bardzo te poglądy są nie na rękę rządzącej ekipie. Minister Spraw Wewnętrznych niewątpliwie stoi na straży Konstytucji i z pewnością nie powinien rzucać epitetów w kierunku osób korzystających z przyznanych im przez ustawę zasadniczą praw.

A swoją drogą akcje Obywateli RP skłaniają do refleksji o tym, czym jest obywatelskie nieposłuszeństwo. Czyli szukanie takiej formy działania, która może być niezgodna z prawem lub nie mieścić się w obowiązujących obyczajach, albo z innego powodu jest kwestionowana przez administrację państwową. Obywatelskie nieposłuszeństwo sprawdza się wtedy, kiedy dotyczy spraw fundamentalnych dla wolności, praw człowieka, suwerenności społeczeństwa czy integralności obywatelskiej. Jednym z liderów Obywateli RP jest Paweł Kasprzak, były działacz opozycji demokratycznej w PRL, związany z podziemnymi strukturami „Solidarności”, NZS, Ruchu Wolność i Pokój, Pomarańczowej Alternatywy. To inspirujące doświadczenia z najtrudniejszych w najnowszej historii Polski czasów. Współcześnie Obywatele RP mają się tak do ruchu KOD-u jak Ruch Wolność i Pokój miał się do Solidarności w latach 80-tych XX wieku. Działają tam, gdzie inne projekty obywatelskie się nie udają. Przypominają, że sprzeciwiać się antydemokratycznym postawom można zawsze i wszędzie. Nawet „w oku cyklonu”.

Niewątpliwie przypominanie Polakom na czym może polegać obywatelskie nieposłuszeństwo ma współcześnie ogromne znaczenie.

image

Fot: placówka pocztowa przy rogu ul. Wawelskiej i ul. Marszałkowskiej w Warszawie, z której w 1985 roku czterech uczestników Ruchu Wolność i Pokój odesłało Ministrowi Obrony Narodowej swoje książeczki wojskowe. W moim prywatnym rankingu miejsc związanych z obywatelskim nieposłuszeństwem – jedno z miejsc najważniejszych.

Czytaj również