Nożownik nastraszył rząd

Drukuj

Projekt ustawy antyterrorystycznej został przyjęty na posiedzeniu Rady Ministrów 10 maja. Decyzję rządu poprzedzało wiele głosów krytycznych, chociaż też entuzjastyczne komentarze podkreślające zagrożenie terroryzmem i afirmację władzy która troszczy się o dobro obywatela.

Faktycznie jednak bezpieczeństwo mieszkańców Polski nie poprawi się ani trochę. Centrum Antyterrorystyczne (CAT) działa w ABW od 5 lat, a większość „nowych” uprawnień do zwalczania terroryzmu policja i służby specjalne mają od lat chociażby 14 (przyjmując za punkt wyjścia ustawę o ABW i Agencji Wywiadu z 24 maja 2002), a jeżeli czegoś nie miały, to niedawno przyjęta w pośpiechu „ustawa inwigilacyjna” tę lukę uzupełniła.

Ale atmosfera strachu podgrzewana przez niektóre media i wielu polityków wydawała się stwarzać presję na „dobrą zmianę” aby przekonać obywateli, że sytuacja będzie pod kontrolą. Już tylko w dniu przyjęcia w Kancelarii Premiera projektu ustawy, od samego rana media trąbiły o ataku pod Monachium, w którym młody mężczyzna zaatakował cztery osoby z okrzykiem „Allah Akbar”. Jedna z ofiar zmarła. Zdarzenie oczywiście tragiczne. Tyle, że rocznie w Europie podobne przypadki można liczyć na setki jeżeli nie tysiące. Większość z nich ma charakter porachunków rodzinnych, albo konfliktów przestępczych. I oczywiście wymagają zdecydowanych działań, ale niekoniecznie „antyterrorystycznych”. Tym bardziej że sprawca tego ostatniego okazał się etnicznym Niemcem z zaburzeniami psychicznymi.

Tym łatwiej jednak poszło ministrom przyjęcie ustawy, która jest w części niepotrzebna, a w części groźna. Groźna ponieważ po raz kolejny w ostatnich miesiącach narazi na szwank reputację Polski jako państwa prawa. Dwa przepisy projektu ustawy wydają się bowiem szczególnie niepokojące: to te o możliwości kontroli operacyjnej (czyli m.in. podsłuchiwania i podglądania) cudzoziemca przez trzy miesiące i prawo do zatrzymania na 14 dni w areszcie, za zgodą sądu ale z bardzo słabo udokumentowanymi (bo tylko „operacyjnie) zarzutami i w znacznej części niejawnymi dla samego sprawcy (bo zarzutów opartych na materiale „operacyjnym” nie da się przedstawić podejrzanemu lub jego obrońcy w całości bez pokazania części tajnych metod i środków działania). Takie przepisy byłyby sprzeczne m.in. z Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ ratyfikowanym przez Polskę w 1977 roku (http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU19770380167&type=1). Przede wszystkim z art. 9 (w którym jest mowa o tym, że nikt nie może być aresztowany bez niezwłocznego przedstawienia zarzutów), art. 17 (chroni prywatność bez względu na to czy inwigilowany jest obywatelem kraju pobytu, czy nie) i art. 26 („wszyscy są równi wobec prawa i są uprawnieni bez żadnej dyskryminacji do jednakowej ochrony prawnej”).

Złamanie przytoczonych powyżej zasad, nawet jeżeli instytucje międzynarodowe – uznając zagrożenie terrorystyczne za realne – odstąpią od poważniejszych konsekwencji narażą polską administrację na zwykły wstyd i potrzebę tłumaczenia się przed światową opinią publiczną. Takich nieprzemyślanych, bałaganiarskich i narażających na nieuzasadniony koszt obywateli przepisów jest w tym projekcie tak wiele, że nie da się ich zmieścić w krótkim tekście.

Polsce nie jest potrzebna ustawa antyterrorystyczna. Jeżeli już to raczej kompleksowe uporządkowanie przepisów o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych, w którym jasno byłoby stwierdzone jakie uprawnienia i przy realizacji jakich zadań mają poszczególne służby. A te najbardziej ingerujące w prawa obywateli byłyby zastrzeżone do takich zagrożeń jak przestępczość zorganizowana, terroryzm i pranie pieniędzy. Nie zawsze bowiem da się te trzy grupy wyraźnie oddzielić, tym bardziej że w ewentualnym „łańcuchu zdarzeń” i „materiale dowodowym” będą się przeważnie łączyć i mieszać. Przydałaby się tez pewnie ustawa o sytuacjach nadzwyczajnych, która wprowadzałaby procedury likwidacji zagrożeń (także związanych z klęskami żywiołowymi) i mechanizmy koordynacji odpowiednich służb w razie konkretnego rodzaju zdarzeń.

I na koniec. Chyba najważniejsze. Nie da się stworzyć społeczeństwa możliwe najlepiej zabezpieczonego przed terroryzmem jeżeli nie uruchomi się programów walki z mową nienawiści, nietolerancją i ksenofobią. Każdy uczestnik zdarzenia nadzwyczajnego będzie sam dla siebie największym zagrożeniem, jeżeli ktoś mu kiedyś nie pokaże jak ma się zachować, aby zmniejszyć ryzyko. Wreszcie przydałyby się lekcje w szkołach, w których pokazano by dzieciom jak uniknąć sytuacji w których mogłyby stać się ofiarą rekrutacji – niekoniecznie do grupy terrorystycznej, także przez handlarzy żywym towarem, czy łowców organów.

Na studiach prawniczych uczy się studentów, że przepisy tworzone tylko po to, żeby rozwiązać jakiś konkretny, doraźny problem zwykle się nie sprawdzają. Ale nawet gdyby dawało je się tak pisać, to rekomendowałbym opracowanie ustawy o przeciwdziałaniu wypadkom samochodowym spowodowanym po alkoholu. Pijani kierowcy mają w Polsce na sumieniu nieskończenie więcej ofiar niż wszyscy terroryści razem wzięci.

Czytaj również