MON daje czadu

Drukuj

W zeszłym roku, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, czołowi politycy PiS sugerowali, że Ministrem Obrony Narodowej prawdopodobnie zostanie nie Antoni Macierewicz tylko Jarosław Gowin. Tymczasem Antoni Macierewicz został nie tylko szefem MON, ale najwyraźniej zabiera się za reformowanie Szkolnictwa Wyższego (na czele którego stoi jego konkurent Gowin). Z komunikatów MON już teraz widać, jak ma wyglądać naukowe podejście do bezpieczeństwa. Politycy państw nieprzyjaznych Polsce się śmieją, a sojusznicy przecierają oczy ze zdumienia.

Tylko w pierwszej połowie grudnia na stronie z komunikatami Ministerstwa Obrony Narodowej znalazło się kilka tekstów, które rzucają światło na to, jak ministerstwo chce oddziaływać na świadomość obywateli. Najbardziej neutralny wydaje się ten: „Nowa inicjatywa naukowa MON. Ministerstwo Obrony Narodowej rozpoczyna cykl interdyscyplinarnych spotkań naukowych w formie wykładów i seminariów z laureatami Nagrody Nobla oraz światowej sławy naukowcami w dziedzinach nauk technicznych, medycyny, chemii, fizyki.” (komunikat nosi datę 15.12., chociaż ukazał się już 10.12.) Bardzo szczytna – można powiedzieć inicjatywa – tylko jak się ma do obrony narodowej?

Pozostałe warte skomentowania komunikaty wydają się dużo mniej wyważone:

„W związku z systematycznym szkalowaniem przez „Gazetę Wyborczą” Ministra Obrony Narodowej i prowadzeniem działań dezinformacyjnych mających na celu obronę aparatu sowieckiego rządzącego w przeszłości Polską informuję, że minister Antoni Macierewicz wystąpi do sądu przeciwko „Gazecie Wyborczej”.” (7.12). Komunikat mający niewątpliwie na celu „poszerzanie” świadomości historycznej Polaków. Szczególnie o wątek obrony przez „Gazetę” aparatu sowieckiego.

„W związku z dezinformacją wymierzoną w Ministerstwo Obrony Narodowej, a tym samym w bezpieczeństwo państwa informujemy, że przez rok urzędowania minister Antoni Macierewicz dokonał wielu zmian skutkujących zarówno poprawą sytuacji polskich żołnierzy, jak też przekładających się na wzrost bezpieczeństwa państwa, m.in.: (…) skierowano do prokuratury kilkaset zawiadomień o przestępstwie na szkodę bezpieczeństwa państwa i SZ RP, w tym korupcyjnych i związanych z działaniem na rzecz obcych służb specjalnych.” (5.12.) W tym przypadku mamy do czynienia z propagowaniem znajomości prawa, która niewątpliwie jest słaba, patrząc po skutkach podobnych 270 zawiadomień składanych przez kierowany w latach 2005-2007 przez Antoniego Macierewicza kontrwywiad wojskowy, z których ogromna większość (a może nawet wszystkie) zakończyła się bądź odmową wszczęcia postępowania przez prokuraturę, bądź umorzeniem.

Najbardziej intrygujący jest jednak komunikat z 3 grudnia, dotyczący konferencji w Collegium Civitas w Warszawie. Przytaczam go w całości: „Ministerstwo Obrony Narodowej zwraca uwagę, że coraz częściej pod pozorem dyskusji naukowej wypowiadają się byli funkcjonariusze służb odpowiedzialni za katastrofalny stan polskiego bezpieczeństwa, tolerowanie środowisk mafijnych wyrosłych ze Służby Bezpieczeństwa, inwigilację niepodległościowych partii politycznych, a nawet przestępczą działalność na rzecz obcych służb. Smutnym przykładem takiego działania była dyskusja zorganizowana 24 listopada 2016 r. w Collegium Civitas, w której wzięli udział byli funkcjonariusze podejrzewani o współpracę ze służbami wrogimi Polsce i NATO. Przestrzegamy polską opinię naukową i opinię publiczną przed dezinformacyjnymi konsekwencjami propagowania takich działań.”

Abstrahując od zwykłych, znajdujących się w tekście, pomówień które z pewnością zakończą się stosownym postępowaniem przed sądem (nie wykluczając kontynuacji przed europejskimi trybunałami), urzędnicy ministerstwa ewidentnie ingerują w autonomię uczelni. W komunikacie tym MON wyraźnie pokazuje jakie ma plany wobec szkolnictwa wyższego.

Po pierwsze, do urzędników resoru ma należeć rozstrzyganie, które konferencje mają charakter naukowy, a które pseudonaukowy.

Niewątpliwie weryfikacji powinna być poddana lista tematów konferencji organizowanych przez uczelnie wyższe i usunięte z niej powinny być te, których przebieg może być niewygodny z punktu widzenia polityki informacyjnej resortu Antoniego Macierewicza.

Po trzecie podobnej weryfikacji powinny podlegać listy uczestników konferencji, a w jej konsekwencji należałoby odebrać prawo do zabierania głosu (a jeszcze lepiej po prostu ich nie zapraszać) przez osoby podejrzewane (cokolwiek by to miało znaczyć), i z całkowitą pewnością podejrzane i skazane za to, że mogą być odpowiedzialne za działania uznane za szkodliwe przez ekspertów MON.

Nie ma w tym przypadku większego znaczenia to, że autonomia uczelni jest gwarantowana przez Konstytucję (art. 70 ust. 5 Ustawy Zasadniczej stanowi, że „Zapewnia się autonomię szkół wyższych na zasadach określonych w ustawie„) i ustawę Prawo o szkolnictwie wyższym (w którym art. 4. ust. 1. ustala, że „Uczelnia jest autonomiczna we wszystkich obszarach swojego działania na zasadach określonych w ustawie”, w ust. 2. tego samego artykułu, że „Uczelnie kierują się zasadami wolności nauczania, badań naukowych i twórczości artystycznej”, a w ust. 5 dodaje, że „Organy administracji rządowej i organy jednostek samorządu terytorialnego mogą podejmować decyzje dotyczące uczelni tylko w przypadkach przewidzianych w ustawach.”) Komunikat podpisany przez czasowego, pełniącego obowiązki rzecznika jest prawdopodobnie, w opinii autora, aktem wyższego rzędu niż jakaś ustawa.

Jeżeli okaże się, że oczekiwania resortu są realne i znajdą się uczelnie których władze podporządkują się oczekiwaniom ministerstwa, to będzie to prosta droga do kolejnej, postulowanej przez ekspertów od obronności, procedury: odbierania tytułów naukowych osobom takim jak dr Maciej Lasek i innym głoszącym niewygodne poglądy.

Warto pamiętać, że zaczadzenie, to w języku potocznym, nie tylko zatrucie, to także stan umysłu.

Czytaj również